Musica Universalis

W dziale tym umieściłem albumy, które w jakiś sposób na mnie wpłynęły, w których się odnajduję, które mają to coś magicznego w sobie, jakiś pierwiastek doskonałości i piękna. Lub są po prostu piekielnie dobre. Przy każdym albumie krótka charakterystyka.

behemoth-demigod

“Demigod” to esencja death metalu. Wszystko tu jest doskonałe. Niesamowity wokal, świetna perkusja, chwytliwe riffy i ciekawe pomysły. Solówka z “Conquer All” jest najpiękniejszą, jaką dane mi było usłyszeć. Czysta perfekcja.

slipknot-slipknot

Album od którego zaczęła się moja fascynacja metalem. Kiedy słuchałem go po raz pierwszy…  To była granica, moment historyczny, linia, po przekroczeniu której coś się skończyło, a coś zaczęło, dla mnie równie ważna jak narodziny Chrystusa dla chrześcijan. Wzbraniałem się długo przed przekroczeniem owej linii, nie chciałem mieć z tą muzyką nic wspólnego. Ale w końcu posłuchałem. I stało się. Pokochałem metal.

nasum-shift

“Shift” Nasum to pierwszy przesłuchany przeze mnie album grindcore’owy, który z biegiem czasu zdążyłem pokochać. Utwory, jak to w grindzie bywa, są bardzo krótkie, bardzo szybkie i bardzo energetyczne. Jest to niestety ostatni album bogów grindu ze Szwecji – niedługo po jego wydaniu wokalista Mieszko Talarczyk zginął – ale m. in. dzięki temu wydawnictwu zespół stał się legendą.

behemoth-the-apostasy

behemoth-at-the-arena-ov-aion-live-apostasy

slipknot-iowa

vader-impressions-in-blood

aborted-goremageddon-the-saw-and-the-carnage-done

rotten-sound-exit

behemoth-zos-kia-cultus

nile-black-seeds-of-vengeance

trauma-imperfect-like-a-god

behemoth-thelema6

mike-oldfield-music-of-the-spheres

Slipknot - Vol. 3 (The Subliminal Verses)

Dodaj komentarz