Muzyczne podsumowanie roku 2008

Troszkę spóźnione, ale lepiej później niż wcale. Prawda? :)
Najbardziej wyczekiwanym przeze mnie albumem tego roku był “All Hope Is Gone” Slipknot. Czekać było warto, lecz to, co otrzymałem, troszkę mnie zaskoczyło. Album brzmi świetnie, ale brakuje mu nieco szaleństwa i dzikości poprzednich wydawnictw. Slipknot jakby spuścił z tonu, na albumie jest dużo więcej melodii, a “Vendetta” jest wręcz wesołym utworem. Ale… Mnie to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – daleki jestem od ortodoksyjności i wymagania od zespołu nagrywania wciąż tego samego, tylko trochę inaczej. Poza tym, Corey wrócił do dawnej formy wokalnej, potrafi się zadrzeć jak na “Iowa” (lub lepiej) i to wykorzystuje. Moim faworytem z albumu jest klimatyczna “Gehenna”.
Nasi niedoceniani (w kraju) rodacy z Behemoth wypuścili w tym roku dwa wydawnictwa: doskonałą EPkę “Ezkaton” z nową wersją utworu “Chant For Ezkaton 2000 e.v.”, nowym utworem “Qadosh”, coverami Master’s Hammer “Jama Pekel” i Ramones “I’m Not Jesus” oraz trzema utworami live. Słucha się tego doskonale. A co do drugiego wydawnictwa, jest nim album live “At The Arena Ov Aion – Live Apostasy”… i jest to zdecydowanie najlepszy album live, jaki miałem przyjemność słuchać. Gorąco polecam!
Doskonały album wydali belgijczycy z Aborted. “Strychnine.213″ brzmi doskonale, jest pełen mocy i furii, ale także świetnych solówek, melodii, momentów jakby refleksyjnych. Album ten potwierdza klasę zespołu, który nie ma swoim koncie słabego wydawnictwa.
Death metalowa grupa Grave, od której zaczęła się moja fascynacja szwedzkim old schoolem, po raz kolejny pokazała, że co jak co, ale grać to oni umieją. Album “Dominion VIII” jest niesamowicie brutalny, diabelsko szybki, a w wolniejszych momentach miażdżący jak młot Thora. Szwedzi są w równie dobrej kondycji, jak przy premierze swojego debiutu w 1991 roku.
Brytyjczycy z Gorerotted, po przepoczwarzeniu się w The Rotted, wydali album “Get Die Or Die Trying”. Zmiana nazwy nie wpłynęła jednak na samą muzykę, album brzmi świetnie, podobnie jak wydawnictwa spod uprzedniego szyldu.
Do udanych należy również zaliczyć “Iconoclast” niemców z Heaven Shall Burn. Rzecz jak zwykle ciężka, jak zwykle refleksyjna. Jak zwykle cholernie dobra.
Teraz trochę o grindzie. Szwedzi z Nasum (dla mnie bogowie grindcore’u) po rozpadzie, spowodowanym tragiczną śmiercią Mieszka Talarczyka w 2004 roku, postanowili wydać dla fanów album live “Doombringer”. Słucha się tego świetnie… i zostaje żal, że zespół już nic nie nagra.
Poszalało również fińskie Rotten Sound ze swoim “Cycles”. Album jest pełen niesamowitej, grindcore’owej energii, lecz, moim zdaniem, nieco brakuje mu do poprzednich wydawnictw.
Z teledysków warto wspomieć o “At The Left Hand Ov God” Behemoth. Po aferze związanej z potarganiem Biblii na koncercie (o czym już kiedyś pisałem), zespół postanowił pokazać, gdzie ma zarzuty bandy Ryszarda Nowaka i umieścił w klipie długi fragment, w którym Nergal w skupieniu wyrywa kolejne stronice świętej księgi katolików. Abstrahując od tego, piosenka, jak i sam teledysk są bardzo dobre.
Rozczarowaniem roku jest dla mnie “Death Magnetic” Metalliki. Miał być powrót do korzeni… ale wyszedł odgrzewany kotlet z kolejną wersją “The Unforgiven”.
Złe wieści również z obozu Vader: grupę opuścili Novy, Mauser i Daray. Z oryginalnego składu został tylko Peter. Zespół ma już nowych muzyków w zastępstwie, na stronie głównej Vader zapowiadany jest album “Necropolis”. Co z tego wyjdzie? Pożyjemy, zobaczymy.
Ogólnie rzecz biorąc, był to dobry rok dla muzyki i życzyłbym sobie, żeby ten był równie dobry. A czego już możemy się po nim spodziewać?
- Cannibal Corpse 2 lutego wydało album “Evisceration Plague”.
- Premiera albumu “The Infection” Chimairy ma nastąpić w kwietniu.
- Behemoth zapowiedział nowy album na jesień.
- Wspomniane wyżej “Necropolis” Vader również jest zapowiadane na jesień.
To by było na tyle. Dzięki za uwagę i…
Stay fucking metal! \m/
Ten wpis został dodany 5 luty 2009 o 18:45 i widnieje w Muzyka tagi 2008, grindcore, metal, muzyczne, Muzyka, oczekiwania, podsumowanie. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 Możesz zostawić odpowiedź, albo trackback ze swojej strony.
5 luty 2009 @ 21:09
Z wymienionych albumów przesluchalem tylko Death Magnetic, które niestety potwierdza (dla mnie ofc), że nowatorska Metallica skończyła się na poczatku AJFA. Od siebie moge dodać dobry album “Slania” vikingowego Eluveitie. \m/
22 kwiecień 2009 @ 20:12
“Doombringer” Nasum urywa jajca przy samej dupie. Jeden z najlepszych albumow live, jakie w zyciu slyszalem. Zdecydowanie zal, ze chlopaki juz nic nie nagraja. Ogromny tez zal z powodu tego, ze nie bede mial okazji zobaczyc ich na zywo. Uh.
5 maj 2009 @ 10:26
Krótkie podsumowanie jak na cały 2008, ale w sumie treściwe:)
I fakt, że Metallica mogła bardziej się postarać
pozdro!
http://metalmusicmaniac.blog.pl/
1 listopad 2009 @ 18:52
A mnie się podoba Death Magnetic, może nie jest to Metallica sprzed lat, ale album jest wg mnie OK.