Feel - “Feel”
Posted in Muzyka, Recenzje ze znacznikamifeel, Muzyka, recenzja on maj 24, 2008 by LeRu.exe
Feel. Dla mnie jedna z tysięcy marnych namiastek muzyki, zespół, o którym głośno będzie co najwyżej przez rok, może dwa. Dla ogółu objawienie, coś, czemu wręcz należy się oddawanie czci. Mnie śmieszy wokalista Feel’a, Piotr Kupicha, śpiewający (?) “słuchajajaj” lub inny, tandetny, ale łatwo sprzedawalny tekst. Śmieszą mnie fani Feel’a, niemal dostający orgazmu, gdy uda im się dotknąć wokalisty w czasie koncertu (choć słowo “feel” można tłumaczyć jako “macać”). A najbardziej to mnie śmieszą ich durne teksty utworów, kiczowato - popowate paplaniny. Ale niestety, nie śmieszą mnie rankingi sprzedaży albumów w Polsce, takie, jak ten poniżej.
Oto pierwsza 20. notowania Olisu (w nawiasie miejsce przed tygodniem):
1. Feel - “Feel” (2.)
2. Madonna - “Hard Candy” (1.)
3. Różni Wykonawcy - “RMF FM Najlepsza Muzyka 2008″ (3.)
4. Różni Wykonawcy - “Tego słuchał świat 1959-1968″ (nowość)
5. Duffy - “Rockferry” (7.)
6. Czesław Śpiewa - “Debiut” (5.)
7. Blog 27 - “Before I’ll Die” (10.)
8. Bajm - “Ballady 2″ (6.)
9. Stachursky - “Wspaniałe polskie przeboje” (9.)
10. Lao Che - “Gospel” (11.)
11. Portishead - “Third” (4.)
12. Różni Wykonawcy - “Mini mini klub - wesoła zabawa!” (41.)
13. Natalia Lesz - “Natalia Lesz” (18.)
14. Amy Winehouse - “Back To Black” (13.)
15. Blue Cafe - “Four Seasons” (12.)
16. Piotr Rubik - “Oratorium dla świata - Habitat cz. 1″ (9.)
17. Różni Wykonawcy - “Liga hitów Radia Zet” (16.)
18. Sarah Brightman - “Symphony” (nowość)
19. Andrzej Piaseczny - “15 dni” (14.)
20. Maryla Rodowicz - “Jest cudnie” (nowość)
Feel, składanki RMF FM i Radia Zet, Blog 27, Stachursky, Rubik. Sama elita polskiej muzyki, nie ma co (Obecność Blog 27 na tej liście lepiej przemilczeć). Niestety, media nie ułatwiają sprawy - ze wszystkich stron jesteśmy atakowani Czuciowcami i Rubikami. I później trzeba się wstydzić za naród. Sad but true. Ale do meritum, czyli recenzji albumu. Jednym z powodów, dla których ją napisałem, była chęć sprawdzenia, czy tym razem się przypadkiem nie mylę i ten zespół nie jest aż taki zły. Ale wyszło - jak zawsze zresztą - że ogół się myli, a ja mam rację.
Mam nadzieję, ale głupi jestem, że ją mam
Mówią, że najlepiej zaczynać od początku, więc tak też czynię. Album rozpoczyna piosenka “A gdy jest już ciemno”. Kupicha od pierwszych sekund atakuje nas swoim wokalem. Słabym wokalem. Pierwszą zwrotkę stara się rozpocząć nisko, dramatycznie wręcz, później “zadziorność” stopniowo się zwiększa. Niemal cały utwór próbuje wymusić cwaniacką chrypkę, wychodzi to bardzo kiepsko.
W piosence znajduje się wiele niezrozumiałych dla mnie udziwnień. Można je usłyszeć już na początku, gdy wokalista wypluwa z siebie słowa “Jest już ciemno”, dziwny jęk przypominający “a”, i dalej “wszystko jedno”. Innym razem jego głos staje się niemal kobiecy. Najbardziej zażenował mnie okrzyk “je je” pod koniec piosenki i następujące po nim jęki. No cóż, nie wiem, jakiej orientacji seksualnej jest pan Piotr, lepiej to przemilczmy…
Skupmy się teraz na warstwie lirycznej. Tekst “A gdy jest już ciemno” jest co najwyżej słaby, autor ciągle raczy nas jakimiś banałami typu “Chodź tu do mnie, poczuj się swobodnie, przy mnie bądź, aaa, przy mnie bądź.” lub “Bo spojrzała, jesteś słaby, to fakt. (to fakt)”. Ale trudno wymagać od przeciętnego zespołu popowego czegoś więcej niż łatwo sprzedawalnego tekstu o miłości. Sad but true.
Zabawnie tak oddychać przez różową słomkę
Kolejna piosenka i kolejne trzy minuty lirycznych banałów. “Pokaż na co cię stać” jest jednym z tych utworów, z których dowiadujemy się, że wystarczy się o coś bardzo starać i to osiągniemy. Yeah, dzięki tej piosence mnie oświeciło, jak to dobrze, że jest taki Feel, który mnie wspiera, mówi przyjemne rzeczy, po prostu “ich koffciam i loffciam :*”. Innymi słowy, Kupicha cwanie wykorzystał to, że ludzie lubią słyszeć miłe rzeczy, typu:
“Możesz iść szybciej niż niejeden chciałby biec
możesz mieć wszystko czego, czego tylko chcesz” itp.
Cóż, biznes jest biznes. Najbardziej jednak zaciekawił mnie tekst “Słuchaj, słuchaj bo zabawnie tak oddychać przez różową słomkę.” Ktoś wie, o co chodzi? :O
A jak to brzmi? Gitary jak zwykle nieciekawe, w tle czasem słychać jakieś stukanie w perkusję. Kupicha znowu daje czadu, śpiewając “Słuchajajaj”, albo wydając inne dziwne/śmieszne dźwięki.
Czasem zmieniam twarze waląc głową w stół
Piosenka “W odpowiedzi na Twój list” to totalne dno, zwykły zapychacz miejsca. Piszę o niej tylko z powodu ciekawego fragmentu “Czasem zmieniam twarze waląc głową w stół”. Kupicha widać za często zmieniał twarz w ten sposób, i teraz gra, to co gra. Reszta utworu - bez komentarza.
Widzę obraz Twój. W pustej szklance pomarańczę.
“Jak anioła głos” to spore zaskoczenie, rozpoczyna je ostra metalowa jatka z cholernie ciężkim, szybkim i skomplikowanym riffem, perkusyjnymi blastami i miażdżącym growlem Kupichy.
Oczywiście żartuję, piosenkę rozpoczyna nieudolny, skrzekliwy głos wokalisty. Motyw ten przewija się przez całe trzy minuty. Warty wspomnienia jest religijny fragment “Na rozstaju dróg stoi dobry Bóg, on wskaże Ci drogę”. Kolejny idiotyczny tekst dla naiwnych, a przy okazji teologiczny nonsens. Nie po to Bóg dał mi wolną wolę, żeby teraz wybierał za mnie życiową drogę, prawda? Ale ludziom się to podoba, bo zespół, który wspomina w swych piosenkach o Bogu, który zrobi wszystko za nas, musi być dobry i porządny. Najbardziej jednak urzekły mnie słowa “Już pod koniec dnia widzę obraz Twój, w pustej szklance pomarańczę”. Mam nadzieję, że nie trzeba tłumaczyć dlaczego.
Słiit Harmony
Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie ostatni utwór albumu “Sweet Harmony”, w całości po angielsku. Pomyślałem sobie, że Czuciowcy poszaleli i napisali coś w innym języku. Ale zdziwioną minę szybko zastąpił sarkastyczny, pełen politowania uśmiech - okazało się, że piosenka ta jest coverem zespołu Beloved, do tego dużo gorszym od i tak już kiepskiego oryginału. Kupicha znowu się nie popisał.
And now it’s over…
Podsumowując, album jest bardzo słaby. Okropna perkusja, kiepskie gitary, czasem też zagrywki na keyboardzie rodem z disco polo. Gwoździem do trumny jest koszmarny wokalista, a młotkiem idiotyczne, nudne, infantylne, banalne, monotematyczne, kretyńskie, proste jak budowa cepa, głupie teksty utworów. Opisałem tylko te piosenki, które w jakiś sposób się wyróżniają, reszta to zwykłe zapychacze. Postanowiłem jednak wystawić albumowi aż 1+. Skąd taka wysoka ocena? Ponieważ jest jeszcze jeden polski zespół, dużo gorszy od Feel’a, przy którym Kupicha & spółka to duma polskiej muzyki (Chodzi mi naturalnie o Blog 27). Nie zmienia to jednak faktu, że nie polecam nikomu albumu “Feel”. Mamy w Polsce kilka zespołów, którymi powinniśmy się szczycić (m. in. Frontside, Behemoth, Vader - te dwa ostatnie są lepiej znane zagranicą, niż w naszym kraju), ale o głupim skoku na kasę, jakim jest Feel, powinniśmy wszyscy jak najszybciej zapomnieć. Czego Wam i sobie życzę. Ave!
Ocena: 1+/10
Opeth - “Porcelain Heart” (nowy teledysk) + małe wyjaśnienie
Posted in Muzyka, Różne on maj 18, 2008 by LeRu.exeOpeth ujawnił swój najnowszy teledysk do utworu “Porcelain Heart”. Premiera albumu “Watershed”, z którego pochodzi piosenka, jest zaplanowana na 3 czerwca br. Czekamy!
A co do ostatniego braku nowych wpisów - to tylko krótka przerwa spowodowana ewidentnym brakiem czasu. Także no stress, blog nie upadł, niedługo zaczną się pojawiać kolejne, coraz ciekawsze wpisy (kilka mam już zaplanowanych, nad kilkoma zacząłem już pracę, np nad recenzją albumu grupy Feel “Feel”). ![]()
Chimaira - “Chimaira”
Posted in Muzyka, Recenzje on maj 1, 2008 by LeRu.exeSiedzę sobie właśnie przy biurku, popijam kawkę (jakaś dziwna mi wyszła) i zastanawiam się, czy by czegoś na blog nie napisać. W tle leci akurat piosenka “Nothing Remains” Chimairy… Więc pod wpływem chwili postanowiłem zrecenzować album, z którego pochodzi.
Że Chimaira jest jednym z moich ulubionych zespołów, żadną tajemnicą nie jest. A poznałem ten zespół właśnie dzięki klipowi “Nothing Remains”, który leciał na jakimś muzycznym kanale w TV. Moją reakcją było krótkie “O kurwa”. No i się zaczęło…
Album rozpoczyna wcześniej wspomniane, pełne wściekłości i goryczy “Nothing Remains”. Utwór ten napisano dzień po tragicznej śmierci Dimebaga Darrella. Taki opener jest zwykle zwiastunem naprawdę dobrego albumu. I faktycznie, Chimaira nie daje wytchnienia - potężne gitary, świetna perkusja, opętańczy wokal Marka Huntera, wspomagany przez Chrisa Spicuzzę - taka mieszanka jest wprost miażdżąca… Kolejny na albumie jest “Save Ourselves”, rozpoczynający się naprawdę porywającym riffem. Z kolei utwór “Salvation” ma wolniejsze tempo, jest czymś w rodzaju metalowej ballady, ale wcale nie traci przez to na mocy. Jest to jeden z najciekawszych punktów albumu. Na uwagę zasługuje też “Pray For All”, który kończy się niemal “defiladową” partią gitary i perkusji (sic!). Album zamyka mój faworyt - “Lazarus”. W pierwszych sekundach słyszymy dziwne szepty i stłumione okrzyki, nagle wchodzi perkusja, później gitary… Jeszcze chwila i Mark Hunter szaleńczym okrzykiem rozpoczyna najposępniejszą i chyba najcięższą kompozycję na płycie. Nie da się tego opisać słowami, trzeba posłuchać…
Trzeci album w dorobku grupy Chimaira na pewno nie jest łatwo przyswajalny. Ale mimo tego, że jest to propozycja dość ciężkostrawna, nie nuży. Wręcz przeciwnie, krążek zyskuje z każdym przesłuchaniem. Polecam go każdemu wielbicielowi cięższych brzmień.
Ocena: 8+/10
Jako bonus, teledysk “Nothing Remains”.
O obrazie uczuć religijnych słów kilka
Posted in Muzyka, Religia, Teologia on kwiecień 27, 2008 by LeRu.exe
Biblia. Pismo Święte. Święta Księga chrześcijan. Jakby to było ją zniszczyć? Zbeszcześcić? Czy czułoby się wtedy radość i euforię, czy raczej smutek, żal? Jak to jest zniszczyć coś, w co wierzą miliony?
Nie zamierzam tego doświadczać. Co się wtedy czuje wie natomiast Nergal, lider zespołu Behemoth, który zrobił to publicznie, w czasie koncertu 13 września w klubie “Ucho”. Nie było to specjalnie efektowne: wyciągnął Biblię, wydarł ze dwie kartki, powiedział “Jebać tę hipokryzję, jebać to gówno”, nazwał kościół katolicki “największą grupą zbrodniczą na świecie”, rzucił Pismem w publiczność, która je spaliła, a zespół kontynuował koncert. I życie toczyłoby się dalej, gdyby nie nasz wspaniały Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami (serdeczne Bóg zapłać za ratunek, panie Ryszardzie!). Anyway, nie zamierzam Nergala usprawiedliwiać, ani też potępiać - jest dorosły, wie co zrobił. I tutaj dochodzimy do sedna. Do obrazy uczuć religijnych.
Zniszczenie Biblii przez Nergala jest na pewno czymś szokującym dla przeciętnego chrześcijanina (ale to pikuś przy takim Gorgoroth, na którego koncercie na dwóch krzyżach wisiały obnażone dziwki). Dla Ryszarda Nowaka była to niepowtarzalna okazja, żeby pokazać, że ten jego cały śmieszny Komitet nie jest całkowicie bezwartościowy. Tzw “Czarna Lista Zespołów Satanistycznych” (roar!), którą wszyscy wyśmiali, to - nie ma co kryć - jeden wielki niewypał. Pomijam, że łamie ona niektóre artykuły konstytucji, łamie prawa człowieka i próbuje ograniczyć wolność jednostki. Dlaczego ktoś ma za mnie decydować, czego będę słuchał, co będę wyznawał? Powiedzmy sobie szczerze - ten cały Komitet to banda nierobów, która chce zarobić, a się nie narobić. Równie dobrze można by stworzyć Ogólnopolski Komitet Ochrony przed Kosmicznym Potworem Spaghetti, a efekt jego prac byłby podobny. Z tą małą różnicą, że organizacja Nowaka jest chrześcijańska - a takich organizacji nigdy w Polsce za mało i one zawsze służą dobrej sprawie.
Ale do meritum. Nergal targając Biblię obraził uczucia religijne Nowaka. Nergal w ogóle jest zły, bo gra w deathmetalowym zespole, jest ateistą itede itepe. Ale każdy kij ma dwa końce. Moje uczucia religijne obraża ksiądz, który pod maską świętego, jest perwersyjnym pedofilem, ogladającym sie za chłopcami idącymi do Pierwszej Komunii. Moje uczucia religijne obraża staruszka, która słucha owego księdza jak wyroczni, a jej zachowanie na co dzień nijak ma się do dogmatów wiary. Moje uczucia religijne obraża w końcu katolik, który słysząc o czynie Nergala, jest oburzony, a nigdy nie miał Biblii w rękach, nie jest nawet do końca pewny w co i czy w ogóle wierzy. Wymieniać dalej? Przykład wzięty z mojej okolicy: moje uczucia religijne obraża ksiądz - megaloman, który próbuje w małym miasteczku zbudować ogromną katedrę, drugi Kościół Mariacki; który chodząc po kolędzie, informuje zawczasu wiernych, ile mają mu dać w ofierze (sic!); który to ksiądz w okolicach swojej parafii jeździ starą Ładą, a w trochę bardziej odległym mieście ma nowy, luksusowy samochód. Pod latarnią najciemniej? Niestety.
Na koniec wrócę do Nowaka i jego bohaterskiego Komitetu. Nie żebym go obrażał, ale ten pan jest z zawodu przewodnikiem górskim. Ukończył Studium Turystyczno-Hotelarskie. Czy on aby na pewno jest kompetentny do dyktowania mi, jakiej muzyki mam słuchać, na jakie koncerty mam chodzić? Czy wiecie, że jego Komitet “utożsamia wiele ruchów religijnych i stylów życia z sektami i satanizmem, m.in. wegetarianizm” (cyt. Wikipedia). Boże, uchroń mnie przed fanatykami…
I na koniec mała ciekawostka (cyt. Wikipedia):
“Według informacji tygodnia Przekrój z 2006, Ryszard Nowak oskarżył Jerzego Owsiaka o promowanie satanizmu, ponieważ jego “dłonie są nerwowe i często pokazują znaki charakterystyczne dla wyznawców szatana”. Owsiak w odpowiedzi określił Nowaka “kompletnym idiotą”.”
Trudno się z panem Jurkiem nie zgodzić.
P.S.: Jeszcze tylko mała uwaga - szlag mnie trafia, gdy ktoś nie wie, o czym mówi - więc pamiętajcie, że antychrześcijaństwo to trochę co innego niż satanizm. Zachowywać się antychrześcijańsko może każdy wyznawca innej religii (zdarza się to nawet chrześcijanom), a także ateista (którym jest notabene Nergal, a nie, jak pewnie większość pomyślała, satanistą). Satanistą jest natomiast osoba wyznająca szatana, mająca swój system wartości etc… Jak Was ten temat zainteresuje, to mogę w przyszłości coś o tym napisać.
P.S.S.: Tak, jestem wierzący.
Bless ya!
Hey ho, let’s go!
Posted in Różne on kwiecień 21, 2008 by LeRu.exeWitam wszystkich!
Ogłaszam wszem i wobec, że z dniem dzisiejszym rusza my own blog “Rome 64 C.E.“! Skąd ta nazwa? Już śpieszę z wyjaśnieniami. 64 rok naszej ery to data wielkiego pożaru Rzymu. Jest to również nazwa genialnego intra z albumu “The Apostasy” zespołu Behemoth (za którym nota bene zbytnio nie przepadam).
O czym będzie/jest blog? Właściwie o wszystkim, co mi przyjdzie na myśl.
Możecie się więc spodziewać recenzji albumów muzycznych, książek, filmów i gier, tekstów o charakterze filozoficznym/teologicznym/historycznym, lub luźnych przemyśleń i felietonów. Czasem machnę też jakieś opowiadanko.
Jak często będę pisał? Bądźmy realistami - wpisy będą się pojawiać (plus minus) z częstotliwością jednego na tydzień. Co za dużo, to niezdrowo.
Mam nadzieję, że nie będziecie się tu nudzić (liczę na regularne odwiedziny ;)).
A tymczasem:
Bless ya! ![]()





